Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/pod-ziemia.pomorskie.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
zapach gardenii.

– Może.

zapach gardenii.

psychopata. Irytowała go ta świadomość, ale nie widział innego wyjścia.
Innych też. Zostawił niedokończone sprawy, niektóre tak pokręcone, że nigdy ich nie
mózgiem na ścianie? A może Fortunę Esperanzo...
Zdrzemnął się zaledwie kilka godzin, ale w świetle dnia tandetny pokój wyglądał jeszcze
Bez chwili wahania wspięła się na poręcz, przeszła na drugą stronę barierki.
zebranych w kok na karku, widniały platynowe pasma. Była wściekła i wydawało się, że
W zaroślach nikogo nie było, nie patrzyły na niego żadne zielone oczy. A przecież dałby
Ściemnia się, cienie są coraz dłuższe, ale ciągle widzę, jak przyglądasz się zrujnowanej
przy plaży. Spojrzał na zegarek – nowy, bo stary wyzionął ducha po nocnej kąpieli.
policję.
– Ja... pozwól mi odejść – zaczęła desperacko. Pot spływał jej po plecach, cała drżała. –
Nic. Caitlyn wpatrywała się w ciemność. Nikogo tu nie było... cisza. Nikt się nie odezwał. Pies węszył w rabatkach i nawet nie podniósł łba, nie przybiegł przywitać się z Kelly. Widocznie jej się zdawało. Jest przewrażliwiona i tyle. Odetchnęła głęboko, próbowała uspokoić rozdygotane nerwy. Może faktycznie przestaje nad sobą panować. Traci kontrolę. Boże, tylko nie to! - Chodź! - zawołała psa. - Oskar! Do nogi. - Zawahała się, spojrzała w ciemny kąt, z którego dobiegł ją głos Kelly i jęknęła cicho. Spojrzała jeszcze raz. Pusto. Nikogo nie ma... to tylko jej wybujała wyobraźnia. - Weź się w garść - powiedziała do siebie, ale gdy tylko weszła do domu, w popłochu zamknęła za sobą zasuwę. Popatrzyła przez okno i znów naszły ją wątpliwości. Czy ktoś tam był? Obserwował jej dom, czaił się w ciemnościach... śledził ją, na litość boską? Wyszła z kuchni, próbując pozbyć się uczucia, że coś jest nie w porządku. W połowie schodów usłyszała dzwonek telefonu. Wbiegając po dwa stopnie naraz, wpadła do gabinetu. Na ekranie wciąż fruwał nietoperz wampir. Wyłączyła komputer. Policzyła w myślach do dziesięciu, zanim podniosła słuchawkę. Oby to nie był żaden dziennikarz! - Słucham. - Caitlyn? - Usłyszała w słuchawce głos Troya. Poczuła ogromną ulgę, że to on. - Czy możesz przyjechać do Oak Hill? - Głos miał poważny. Ponury. - Teraz? - Spojrzała na zegarek elektroniczny świecący w półmroku. Dochodziła dziesiąta. - Tak. - Po co? - zapytała Caitlyn, a serce załomotało jej ze strachu. - Co się stało? Troy zawahał się przez moment i powiedział: - Amanda miała wypadek samochodowy. Kilka godzin temu. - O Boże! - Caitlyn przygotowała się na najgorsze. - Co jej jest? - Chyba nic. Ian właśnie po nią pojechał. Zjechała z drogi i uderzyła w drzewo, nic więcej nie wiem. Zdaje się, że straciła przytomność. Przyjechało pogotowie i zabrało ją do szpitala. Obejrzał ją lekarz, zrobili jakieś badania i uparła się, żeby ją wypuścić. Miała szczęście. Ale mama źle to zniosła. Lepiej przyjedź. - Już jadę. - Caitlyn odłożyła słuchawkę, sięgnęła po torebkę, chwyciła klucze i zbiegła na dół. Duchy znów ze sobą rozmawiały. Szeptały niespokojnie między sobą, tłukły się po starym domu, wałęsały po okolicy. Lucille zadrżała. Potarła ramiona, bezskutecznie próbując odegnać chłód. Nadchodziło zło. Pędziło na czarnym koniu z rozgrzanymi kopytami. Prosto do niej. Szkoda, że obiecała staremu zostać tutaj z Bernedą. Chciałaby wyjechać. Ale przysięgła opiekować się Bernedą Montgomery aż do śmierci. Musiała zostać. Modląc się, nakreśliła znak krzyża na obfitej piersi i usłyszała, jak duchy się z niej śmieją. Nie było ucieczki. Rozdział 19
jej ciało przeleciało przez przednią szybę? Ryzykować takie obrażenia? O nie. Nie miała na to
– Ale to dobry glina. Zazwyczaj ma instynkt.

zastanawiał się, czym grozi poznanie całej prawdy, gdy będzie za późno dla nich obojga.

a ciszę co chwilę przerywały odgłosy wystrzałów. Minęła kilka identycznych
Namiętnie całował jej szyję. Lubiła jego pocałunki, lekkie jak szept, rozbudzające.
- Przepraszam - powiedział z uśmiechem. - Nie miałem zamiaru cię
Z drugiej strony, ten człowiek znajduje się pod wpływem okropnego stresu.
życie jest pogmatwane, nawet dla fanatyków ładu i sprawnego działania. Ożenił się z kobietą,
wykonał wszystkie polecenia. Należała mu się pochwała.
zabawił się w polowanie na terenie szkoły?
twoją dłoń w swojej, patrzeć na twój uśmiech... żebym dzięki tobie znów
- Prosiłaś Pierce'a, żeby mnie sprawdził?
wracała przed dziesiątą wieczorem. I to jej się podobało.
- Ktoś wykorzystał twoje nazwisko, żeby kupić samochód sportowy?
się śpieszyć. Minęło trzydzieści sześć godzin od ostatniego uderzenia
Opowiedz mi o Kimberly.
siebie przeciwnika. Przybysz najwyraźniej nie miał wstydu.
Zrobił jeden krok. Potem następny. Ruszył w ślad za stadem, ale już się

©2019 pod-ziemia.pomorskie.pl - Split Template by One Page Love